Konferencja wygłoszona podczas XII Krajowego Forum Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu, która odbyła się w Niskowej – 10-11 listopada 2026 r.
Najpierw chciałbym podzielić się osobistym świadectwem. Czynię to z tego tytułu, że nasze spotkanie ma charakter bardziej właśnie świadectwa niż „wykładu”. A przecież owocem adoracji jest życie, dlatego tym bardziej o tym, co się wydarzyło w moim życiu…
Otóż moją życiową drogę w kapłaństwie - a jestem bardzo „na swoim miejscu” - zawdzięczam od wczesnej młodości adoracji Jezusa Chrystusa. Pochodzę z parafii w Nowym Sączu, gdzie Pan Jezus jest wstawiony w Najświętszym Sakramencie w ciągu dnia. Pociągał mnie ku sobie coraz bardziej, delikatnie i stanowczo. To tam, w modlitwie w ciszy najwięcej się wydarzyło i tak jest do dziś. Nie opuszczam adoracji Pana Jezusa, bo to tak jakby przestać oddychać… Podczas niej rzeczywiście dokonuje się najwięcej w naszym życiu, w życiu także Kościoła. Zobaczyłem, że moje powołanie – kapłaństwo jest opowieścią o Eucharystii, a jeśli o Eucharystii to o SPOTKANIU. O Jezusie można mówić wtedy, gdy się Go zna ze spotkania. Błogosławił, łamał i rozdawał – to trzy słowa określające życie Jezusa i przez to każdego chrześcijanina. Nasz Pan błogosławi a nie przeklina, połamał swoje serce, życie i rozdawał siebie z hojnością a nie sknerstwem. To jest jak z Hostia podczas Mszy Świętej, kapłan Ją łamie nie dla zniszczenia, ale dla rozdawania! Życie trzeba łamać dla innych. Wtedy ma sens. Dlatego też wiem i wierzę, że jeśli człowiek ma być człowiekiem, ksiądz księdzem, matka matką a ojciec ojcem - to adoracja Jezusa w Hostii jest „błogosławioną koniecznością”, nie zaś luksusem „kiedy znajdę na to czas”. Bo kto komu daje czas? Bóg nam czy my Bogu? Kto jest panem czasu? Trzeba być hojnym, nie odliczać czasu, a wtedy poddajemy się wychowaniu i formacji Jezusowi Chrystusowi, który nas kocha i zawsze czeka na nas! Ma dla nas czas. I słucha! „Słuchaj Izraelu” - Szema Izrael (שְׁמַע יִשְׂרָאֵל)[1] to pierwsze przykazanie. A niestety my wyśpiewujemy w kościele coś na odwrót: „Słuchaj Jezu, jak Cię błaga lud”. Kto kogo ma słuchać? My Boga, czy Bóg nas? Gdzieś gubimy odpowiednie akcenty. Adoracja je przywraca na właściwe miejsce! Modlitwa staje się słuchaniem i odpowiadaniem a nie koncertem życzeń. Wtedy widzimy wyraźniej, że Bóg nie wysłuchuje modlitw, ale wypełnia złożone obietnice.
Kard. Joseph Ratzinger powiedział kiedyś: „Jeśli Bóg jest to my jesteśmy, jeśli Boga nie ma to nas nie ma”. Czy zatem dzisiaj człowiek jest naprawdę? Bo Pan Bóg JEST, ma imię, twarz, oblicze w Jezusie Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym. Dlaczego zatem człowieka coraz częściej nie ma niż jest? Ratzinger opowiadał kiedyś poruszającą historię, która dała mi wiele do myślenia. Otóż; jeden z jego przyjaciół szedł zatłoczoną ulicą w Monachium. I usłyszał zza siebie pytanie: „Czy nikogo tu nie ma?”. Odwraca się i widzi człowieka niewidomego, który za pomocą swojej laski daremnie szuka właściwego kierunku. Ulica była pełna ludzi, ale jest tam ktoś, kto musi powiedzieć: „Czy nikogo tu nie ma?”. Wielu było i nie było nikogo. Wszyscy byli w swoich własnych planach, myślach i terminach. Nawet temu, kto słyszał to pytanie trudno było odwrócić się i powiedzieć: „tu ktoś jest”. I Ratzinger mówi - to obraz tego świata: tak wielu jest, a czasami wydaje się, że nie ma nikogo. Jeśli Bóg jest wzywany po imieniu w życiu człowieka, to człowiek też jest i wie po co jest, dla kogo jest. Ciekawe, bo obrzęd święceń kapłańskich zaczyna się od wywołania imienia kandydata, a on głośno odpowiada: jestem! Tam chodzi o łacińskie adsum – jestem obecny! Ale to dotyczy każdego. Żyjemy po to, żeby w anonimowym tłumie powiedzieć: jestem! Tak odpowiada tylko ten, w którego życiu wydarzyło (!) się imię Boga: JESTEM. Nie jest wygodnie tak odpowiadać: jestem, bo to wyrywa z naszej indywidualności, ale wtedy dopiero jesteśmy naprawdę obecni. To Boże JESTEM, które sprawia, że ja też jestem wychowuje i formuje do hojności. Dzisiaj wielu tak świeckich jak i duchownych ma małe życie, bo ciągle odliczają, odliczają czas dla Boga i człowieka, odliczają pieniądze, talenty… Dlatego są, ale zbyt mało, zbyt powierzchownie, nie do końca. A Jezus umiłował swoich (wszystkich) „do końca” (J 13,1). Tylko w tym kluczu janowych słów można zrozumieć Ewangelię, życie Jezusa i nasze w Nim. Do końca JESTEM „chlebem życia” (J 6, 35.48.51), do końca „światłością świata” (J 8, 8,12; 9,5), do końca „bramą owiec” (J 10, 7.9), do końca „dobrym pasterzem” (J 10, 11.14), do końca „zmartwychwstaniem i życiem” (J 11,25), do końca „drogą, prawdą i zżyciem” (J 14,6), do końca „krzewem winnym” (J 15, 1.5).
Popatrzmy, że właśnie w ten sposób Bóg odpowiada Mojżeszowi: „Jestem, który «jestem» (hebr. Ehjeh aszer ehjeh) (Wj 3,14). I dodał: „Jestem (Ehjeh) posłał mnie do was”. My jesteśmy, bo Bóg JEST. Ocalając obecność Boga w świecie, ocalamy człowieczeństwo człowieka! Świat bez Boga, jest światem nieludzkim. Nieludzkie słowa, nieludzko bolą. Nieludzkie gesty, nieludzko ranią. Ludzie poranieni, skrzywdzeni uciekają przed sobą latami. Jezus uczy relacji do ran i grzechów. Prowadzi do przebaczenia, bo Jego imieniem jest MIŁOSIERDZIE. Teolog, kard. Jean Danièlou powiedział, że „miasto, które nie adoruje Boga, jest miastem nieludzkim”. I to jest prawda. Serca skamieniałe są nieludzkie przez to tak wiele nieludzkich spojrzeń, wyniszczania innych, zazdrości, bezsensu. Ludzie żyjący bez Boga zamieniają się w demony. Ale Bóg jest. Jest obecny bez względu na to co się dzieje w historii, w historii każdego człowieka. Jednym z najpiękniejszych obrazów bliskości Boga są słowa Ps 56: „Ty zapisałeś tułaczkę moją, przechowałeś łzy moje w swoim bukłaku” (w. 9). Bóg nas zna. Bóg nas kocha. Znamy Jego imię!
To imię Boga można tłumaczyć na kilka sposobów, żeby ukazać zawarty w nim dynamizm przez obecność, która się bez końca staje. „Jestem, który Jestem”, „Będę, który będę”, „Jestem tym, który jest obecny”, „Będę z tobą, jak będę”. I przepiękne jest to, że Pan Bóg ciągle to potwierdza, zawsze jest w tym pierwszy, bo – jak powiedział niedawno Leon XIV – Bóg kocha zawsze wcześniej. W księdze Wyjścia czytamy to, co sam Bóg mówi o sobie: „Tak powiesz Izraelitom: JHWH, Bóg waszych ojców, posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki” (Wj 3,15). Ehjeh – Ja Jestem: tak Bóg mówi o sobie, natomiast JHWH – On Jest: w ten sposób ludzie mówią o Bogu. Dostrzegamy tutaj piękna prawdę o Bogu: On jest wierną obecnością, nigdy nie opuszcza, zawsze towarzyszy i objawia się w relacji. Jego imię oznacza zatem miłość i wierność.
Wcielone Słowo Boga, które „było na początku” (J 1,1) jest miłością i wiernością w naszym Panu Jezusie Chrystusie. To On powiedział: „Zanim Abraham stał się, Ja Jestem (ego eimi ἐγώ εἰμι)” (J 8, 58). W ten sposób Jezus objawia się jako imię Boga, wcielony Bóg, który jest z nami (Emmanuel). Imię JEZUS oznacza „Pan zbawia”, ocala, wyzwala. Zatem Jeho-szua dosłownie łączy w sobie imię Boga i czasownik „zbawić”. Kto mówi z wiarą JEZUS, ten wyznaje wiarę w Boga, który zbawia. W Ewangelii św. Mateusza anioł mówi do Józefa: „Nadasz Mu imię Jezus, bo On zbawi swój lud od jego grzechów” (1,21). Dlatego też w Biblii imię Jezusa jest źródłem mocy i zbawienia. „Każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony” (Rz 10,13; por. Jl 3,5), „W imię Jezusa niech się zegnie każde kolano” (Flp 2,10), „Nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni”. Dlatego św. Jan od Krzyża napisał: „W tym jednym Słowie swoim, które jest Jego Synem, Bóg wypowiedział wszystko naraz i nie ma już nic więcej do powiedzenia” (Droga na Górę Karmel, II, 22, 3-4). Mamy tutaj zawartą najgłębszą prawdę, Jezus jest Słowem Ojca, jest Osobą, Emmanuelem.
Adoracja Słowa Wcielonego to TRWANIE w Słowie, „które stało się Ciałem” (J 1,14). Dlatego piękną formą modlitwy adoracyjnej jest lectio divina – Boże czytanie, słuchanie. Lectio divina, która staje się stylem życia chrześcijanina ma cztery kroki, które w taki sposób nazwał Guigo II, kartuz w XII wieku: lectio, w którym pytamy: co Bóg mówi sam o sobie? Czyli słucham Boga z pierwszej ręki. Słucham, żeby Go poznać, znać ze spotkania. Proszę pozwolić, że zacytuję tutaj słowa homilii Benedykta XVI Emeryta, które w tym kontekście są arcyważne: „Wielkim problemem naszych czasów jest właśnie religijny analfabetyzm, nieznajomość Boga, nieobecność Boga. Dla odnowy świata, przed wszystkimi jeszcze innymi reformami, które mogą być konieczne, zasadnicza reforma jest następująca: ponowna znajomość Boga, słuchanie, które staje się aktywnością i działaniem (…) Taka znajomość Boga przemienia świat. Tam, gdzie rodzi się taka znajomość, rodzi się świat pojednany. Możemy to oglądać w takich niewielkich rajach, które wzrastają tam, gdzie są wspólnoty religijne, które naprawdę żyją w światłości Pana”[2]. To jest dzisiaj fundament! Warto poczytać badania psychologów religii na temat obrazu Boga przeprowadzone w Polsce wśród ludzi chodzących do kościoła. Lepiej nie czytać tego przed spaniem… Katastrofa! Następnie meditatio: co Bóg mówi do mnie, do mojego życia? Tutaj odkrywamy, że to Słowo Boga czyta moją historię i moje dziś. Potem oratio: co ja mówię Bogu? Wtedy modlitwa staje się rozmową, dialogiem, przez co jest ona dzisiejsza. I kolejny krok to conteplatio jako owoc drogi lectio divina: trwanie w obecności Boga czego owocem jest zmiana spojrzenia na to, czego doświadczam w codzienności. Kontemplatyk to ten, który patrzy na wszystko od strony Boga, jego miłości. Tutaj dostrzegamy jak Jego imię stało się moim, noszę Go w sobie pośród codzienności. Bóg nikogo z codzienności nie wyprowadza, ale sprawia, że widzimy ją głębiej. Dlatego w życiu wiary nie chodzi o to, żeby modlić się więcej, ale lepiej, głębiej, bo „wiara rodzi się z tego, co się słyszy, a tym, co się słyszy jest słowo Chrystusa” (Rz 10,17). Lectio divina prowadzi także do bardzo głębokiego przeżywania sakramentu pojednania i pokuty jako spotkania z przebaczającą miłością Boga. Tylko Jego Słowo przyjęte sercem otwiera oczy na najbardziej ukryte grzechy i rany. Stąd rodzi się modlitwa wyznania w konfesjonale.
Miejsca adoracji w ciszy są jak studnie Ducha Świętego, przy których gromadzą się ludzie pragnący żywego spotkania Jezusa. To są miejsca prawdziwej przemiany. Jakie słuchanie, taka modlitwa. Jaka modlitwa, takie życie.
W przełomowym momencie formacji uczniów, Jezus pyta ich: „A wy, za kogo mnie uważacie?” (Mk 8,28). Najpierw pytał co ludzie o Nim tutaj w Cezarei mówią? I odpowiadają z poziomu głowy, bo coś o Jezusie słyszeli. Ale Jezus przerywa te dywagacje i mówi do uczniów: „a wy?”. To pytanie trudniejsze, bo Jezus pyta o serce, o relację. Wy, którzy idziecie za Mną, którzy stanęliście po Mojej stronie, którzy towarzyszycie Mi?... Jezus pyta o to, jakiego Go znają, bo chce wiedzieć co będą o Nim opowiadać Jego uczniowie. On dobrze wie, że poznanie dokonuje się na głębszym poziomie niż intelekt, na poziomie serca.
Adoracja jest spotkaniem, które trzeba wiernie tkać. Stąd rodzi się prawdziwa radość życia. Wtedy wnosimy w świat światło pośród mroków niewiary i smutku. Oczy zamglone smutkiem nie widzą cudów. A największym cudem w życiu jest być blisko Tego, który JEST z nami. JEST na wyciągnięcie ręki. Po prostu JEST pośród pielgrzymów nadziei.
Ks. dr Tomasz Rąpała – prezbiter diecezji tarnowskiej, dyrektor i rekolekcjonista Centrum Formacyjno – Rekolekcyjnego „Arka” w Gródku nad Dunajcem. Pełnił posługę wikariusza w czterech parafiach, a następnie ojca duchownego w WSD w Tarnowie. Współpracuje z Centrum Formacji Duchowej salwatorianów w Krakowie. Uczestnik warsztatów egzegetyczno – archeologicznych w Jerozolimie, Palestynie, wyspie Patmos i pónocnej Mezopotamii rzeszowskiej szkoły biblijnej DABAR oraz seminarium kierowników duchowych i rekolekcjonistów w pustelni San Giorgio kamedułów w Rocca di Garda.
[1] Cały werset brzmi: Szema Jisra’el Adonaj Elohejnu Adonaj Echad - „Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem, Pan jest jeden (Pwt 6,4).
[2] Benedykt XVI, Pan trzyma nas za rękę. Nieznane homilie z lat 2005-2017, przeł. Krystyna Kozak, wyd. Esprit, Kraków 2025, s. 30.